Nie pomoc Amerykanów, nie przyjaźń z nimi może podnieść trochę Polskę do góry. Myślę, że korzystniej było by dla nas wojować z Amerykanami. Raportuję, donoszę: Niech grupka polskich żołnierzy popłynie na tratwach do Nowego
Yorku. Gdy będą już bliziutko tego kolosa USA, rząd Rzeczypospolitej ogłosi
wojnę ze Stanami Zjednoczonymi a polskie żołdaki niecelnie ostrzelają
Statuę Wolności i poddadzą się porucznikowi Kojakowi, temu z
telewizora. W odpowiedzi na ów niby szturm Polaków prezydent
USA z zadowoleniem pośle ku Poland komandosów, którzy szybciutko
opanują Warszawę, Kraków, Kielce i Polska stanie się
przyczółkiem amerykańskim przeciwko Rosji wciąż tęskniącej do imperium.
Będzie Polska też przyczółkiem przeciwko Niemcom coraz
mocniejszym gospodarczo i czasem mówiącym do Amerykanów „Nein!” Gdy tak
się stanie wkrótce okaże się, iż nie przegraliśmy wojny z Jankesami… To
strzelanie w Statuę Wolności będzie dla Polski pomocne! Warto bowiem
przyjrzeć się co zaistniało po II wojnie światowej. Najpierw Amerykanie
pokonali Niemcy i Japonię, a wkrótce ich wrogowie stali się
przyczółkiem USA przeciwko Sowietom, zaś Japonia była przyczółkiem
wobec czerwonych Chin i innych wichrzycieli tamtego
kontynentu. Poland zręcznie usytuowana geograficznie dla Waszyngtonu
powinna więc nie przegrać, lecz wygrać wojnę z USA.
Kończę okrzykiem jaki często z nas wyskakiwał podczas wieloletniej historii naszego kraju: „Naprzód do boju, naprzód”
Zacznijmy tę wojnę 1 kwietnia, zacznijmy w Prima Aprilis.
Smożewski R. |